poniedziałek, 18 lipca 2016

Kompulsywne jedzenie to nałóg – czy rzeczywiście?


Tak myślę i myślę od kilku dni i dochodzę do wniosku, że muszę uporządkować pewne pojęcia. Czy skoro uważam, że Kompuls jest nieuleczalny, to czy jest moim nałogiem? A o co chodzi z tym całym Towarzyszem? No właśnie.

Do napisania tego postu skłoniła mnie lektura tekstu Wilczo Głodnej. Nie chcę nawiązywać do samego artykułu, bo myślę, że przepychałybyśmy się tylko o dobór słów i o to, „co autor miał na myśli” – jest on dla mnie po prostu inspiracją, a słowem-wytrychem stało się pojęcie „nałóg”. Chcę to słowo przepuścić przez własny filtr.

Czy kompulsywne jedzenie, zaburzenie odżywiania to  dla mnie nałóg?

Chciałabym do tego podejść z bardziej naukowej strony, a jak! J Co mądre głowy mówią o tym, czym jest nałóg? To PROCES FIZJOLOGICZNY oparty na biologicznej skłonności do pewnych używek. Znaczyłoby to, że dane osoby uzależniają się od konkretnych produktów/substancji. Czują fizyczne skutki ich odstawienia.

I w sumie nam – Kompulsywnym Obżartuszkom – wydaje się, że jesteśmy uzależnieni od jedzenia. No bo jak wyjaśnić, że nie możemy się od niego oderwać?

Czy jednak naprawdę tak jest? Czy dosłownie kompulsywne jedzenie jest nałogiem? Odpowiedź brzmi – NIE! Wybaczcie, ale nic się nie stanie, jeśli nagle zaczniemy racjonalnie jeść lub ograniczmy wchłaniane ilości. A nasz pociąg do jedzenia nie jest pociągiem do konkretnej substancji, do konkretnego pokarmu – to raczej zachowanie, nawyk, którego wyuczyliśmy się, by radzić sobie z głównym problemem, którym nie jest jedzenie.

Dlaczego więc słowo „nałóg” pada tak często i ja mu czasem przytakuję? Bo myślę, że możemy mówić o naszym nałogu (konkretnie o napadach objadania się) w bardziej w swobodnym, rozpowszechnionym rozumieniu tego słowa, jako o formie powtarzalnego zachowania (= właśnie nawyk, odruch, przyzwyczajenie). 

Oczywiście widzę też podobieństwa do innych uzależnień, które mogą być podstawą dla myślenia o kompulsywnym jedzeniu jako o nałogu:
  • Tracimy kontrolę nad swoim zachowaniem
  • Wykorzystujemy jedzenie jako sposób na pozbycie się napięcia
  • Zwykle (niestety!) próbujemy zachować nasz problem w sekrecie
  • Mimo iż zdajemy sobie sprawę, że nasze zachowanie nam szkodzi, nie potrafimy przestać
  • Zazwyczaj regularnie podejmujemy próby wyzbycia się problemu – nieudane

OBECNIE jednak o kompulsywnym jedzeniu myślę jak o TOWARZYSZU a nie – nałogu. 

Czemu?
  • WPROST:  bo wyszłam z choroby, jestem zdrowa, nie mam napadów, myślę racjonalnie, zdarzają mi się chwile słabości (porównywanie się do innych, grymas po zerknięciu w lustro), ale potrafię je ze sobą przegadać, przeżyć i iść dalej. Potrafię się cieszyć z życia i – muszę to napisać – BO JESTEM ZAJEBIŚCIE SZCZĘŚLIWĄ OSOBĄ I TO UCZUCIE PRZEPEŁNIA MNIE KAŻDEGO DNIA!!! Nie mam odruchu jakim jest objadanie się.
  • Bo jednak spędziliśmy z Towarzyszem kilka dobrych lat – nie chcę o nim zapominać, nie chcę zapomnieć JAK WIELE STRACIŁAM NA WŁASNE ŻYCZENIE. Nadałam mu więc taką formę, ale powtarzam - jestem zdrowa. Towarzysz to nie jest coś, co czyha za rogiem, czy siedzi we mnie i muszę mu się poddać!
  • Bo uważam, że pewne skłonności do natręctw zawsze będą w nas tkwić, będą nam TOWARZYSZYĆ i zawsze więcej wysiłku będzie nas kosztować, by DALEJ trzymać je na dystans (ale jest to możliwe!). Wierzę w to, że z choroby MOŻNA WYJŚĆ dzięki zmianie MYŚLI, a więc POSTRZEGANIA ŚWIATA (w tym – przede wszystkim SIEBIE), ale praca nie skończy się na terapii czy Waszych teraźniejszych sukcesach. O myśli trzeba dbać przez całe życie i skutecznie walczyć z wszelkimi dołkami, które SĄ NIEUNIKNIONE!

Dobra. Wracając jednak do nałogu. Co mi nie pasuje w tym pojęciu, skoro widzę podobieństwa? Czemu kompulsywne jedzenie to dla mnie jednak NIE nałóg w naukowym ujęciu tego słowa. O co się babo czepiasz?!

Czepiam się stawiania nałogu i kompulsywnego jedzenia, a zwłaszcza podejścia do WYCHODZENIA Z TEJ CHOROBY na jednej szali. Czemu?

 W Światowej Broszurze Anonimowych Żarłoków (AŻ) znajdziecie zdanie:
„ Naszym celem jest codziennie powstrzymywanie się do kompulsywnego przejadania się. Udaje nam się to dzięki kontaktom osobistym, spotkaniom oraz przestrzeganiu przeznaczonego dla Anonimowych Alkoholików programu dwunastu kroków, w których zmieniamy jedynie słowa alkohol i alkoholik na jedzenie i kompulsywny żarłok.”

Jako zwolenniczka terapii poznawczo-behawioralnej nie mogę się zgodzić z podejściem/punktem wyjścia, które oferują takie stowarzyszenia w kontekście nałogu. Widzę wiele różnic między nałogiem a kompulsywnym jedzeniem i różnic w wychodzenia z tych zaburzeń.

Dla mnie kompulsywne jedzenie TO CHOROBA MYŚLI objawiająca się napadami objadania się, które mogą stać się nawykiem, odruchem (i w tym rozumieniu „nałogiem”). Uważam, że Kompulsywny Obżartuch ma problem nie z nawykiem, ale ze sobą, ale nie ze swoją przeszłością, tylko ze sobą TU i TERAZ. A jedzenie jest tylko sposobem na chwilową ulgę w napięciu i na chwilowe zapomnienie o problemie.

Konkretnie – z jakim podejściem się nie zgadzam, które widzę w leczeniu nałogów?

Zaburzenie odżywiania jest chorobą, której nie można wyleczyć

NIE ZGADZAM SIĘ. Można z powodzeniem wyjść z choroby i przestać się w niej babrać! Badania pokazują, że PEŁNY POWRÓT DO ZDROWIA jest możliwy zarówno w przypadku kompulsywnego jedzenia, jak i bulimii czy anoreksji! Co więcej odpowiednia terapia pomaga również SKUTECZNIE zapobiec nawrotom choroby przez NAUKĘ i WYRABIANIE ODPOWIEDNICH NAWYKÓW, które zabijają w zarodku wszelkie typowe dla człowieka myślącego odchyłki ;) Przykro mi, jeśli kogoś to zaboli lub rozczaruje, ale NIE JESTEŚMY WYJĄTKOWI! Jesteśmy po prostu chorzy i przestańmy robić z siebie ofiary, które NIGDY nie poradzą sobie z chorobą i NIGDY nie będą szczęśliwe. Właśnie takie NIGDY i WSZYSTKO JEST DO DUPY, a najbardziej JA – w te kompulsy nas wepchnęły. Czas się otrząsnąć i coś z tym zrobić, a nie powtarzać, że nasza choroba jest taka trudna, nikt nas nie rozumie i nikt nie jest w stanie pomóc.

Najważniejsza jest abstynencja

NIE ZGADZAM SIĘ. Jasne – no już, przestań jeść, przestań się objadać! Nie dasz rady? SŁABEUSZ! Jak pisałam Wam TU i TU – mamy głupią tendencję do KONTROLOWANIA samych siebie, wyznaczania sobie nierealnych celów, dręczenia się. I pisałam Wam nieraz – by pójść dalej w zaburzeniach odżywiania, trzeba umieć sobie ODPUŚCIĆ! Nie potrzebujemy kolejnych reguł, zaleceń żywieniowych, samokontroli. To pomaga na chwilę, do kolejnego napadu. To niedorzeczne. TO BEZDUSZNE! Metoda małych kroczków – to jest wyjście. Powolne, ale stałe zmiany w myśleniu, które przyniosą z czasem i zmiany w jedzeniu. Myślicie, że półroczna dieta i plan ćwiczeń, które przyniosły mi superwyniki sprawiły, że wyzdrowiałam, że poczułam się lepiej? TAK – na chwilę. A potem był znowu dół i to samo bagno. Kolejny raz chcecie przez to przechodzić?

Główną strategią osiągnięcia wstrzemięźliwości od napadowego objadania się jest dodatkowa forma abstynencji: całkowite, dożywotnie unikanie pokarmów, które prowadzą do objadania się

NIE ZGADZAM SIĘ. Nie chodzi o to, żeby UNIKAĆ JEDZENIA, ale o to, żeby NIGDY WIĘCEJ NIE MYŚLEĆ O SOBIE ŹLE, a tym samym nigdy więcej nie mieć kompulsu! Nie wyobrażam sobie życia bez czekolady, piwa, wina, lodów, słodyczy. KAMAN! Nie jestem masochistką! Chcę tego wszystkiego i wiem, że mogę to mieć. Ale wszystko z umiarem, bez kompulsów, bez ciągów. NIE CHCĘ WIĘCEJ WYRZECZEŃ, listy z kaloriami itd. Nie da się odstawić jedzenia w ogóle, a sami wiecie, że czasem zapalnikiem może być nawet owoc, kompot, świeżutki chleb! Nie jesteśmy UZALEŻNIENI od pokarmu – jesteśmy chorzy psychicznie ;)  W naszym przypadku nie może działać zasada WSZYSTKO ALBO NIC.

A co Wy myślicie na ten temat? Kompulsywne jedzenie może być nałogiem i może być leczone jako nałóg, czy uważacie, że to tylko wierzchołek góry lodowej? Dajcie znać! J

M.

9 komentarzy:

  1. Myślę że masz rację - kompulsywne jedzenie to nie nałóg. Od początku swojej przygody z nim poczyniłam duże postępy, ale największym krokiem było odpuszczenie sobie pewnych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Mariko!

      Cieszę się, że idziesz do przodu! :) Dziękuję Ci za ten komentarz, bo jest on istotny. Z tym odpuszczaniem jest ciężko, bo jako perfekcjoniści mamy skłonności do kontrolowania siebie. Co więcej panicznie boimy się sobie odpuszczać, bo odczytujemy to jako pobłażanie, poddanie się itd. Myślimy: odpuszczę sobie = jak zacznę ciąg to nigdy go nie skończę. Paradoksalnie to właśnie samokontrola coraz bardziej zaciska nam pętlę na szyi, ale brniemy w to, bo wierzymy, że "wygrana" ze słodyczami, kopulsami itd. zapewni nam szczęście. A potem prędzej czy później znowu przychodzi dół i pytanie "dlaczego, skoro było już tak dobrze, tak się pilnowałam!".

      M.

      Usuń
    2. Zgadzam się,że jest to nawyk.U mnie kompuls zazwyczaj wywołują słodycze, udało mi ich nie jeść przez 3 miesiące ... Kiedy pojawił się duży stres - sięgnęłam po to co zazwyczaj pomaga rozładować mi moje napięcie i poprawia humor... niestety później to już fala, która kończy się dopiero po kilka dniach, a ja w tym czasie jem wszystko co widzę... "po co mam się ograniczać skoro już i tak popłynęłam ?! "
      Martyna

      Usuń
  2. Też się zgadzam, to nawyk - wyrobiony i wałkowany, aż stał się oczywistością. Ale jest on tylko przykrywką - napięcia? emocji? złych myśli? sama tego nie wiem, ale jest to mój nawyk napychania się do granic (które daje ujście napięciu), nie nałóg od konkretnej substancji (może od cukru, ale to w małym stopniu,bo jeśli nie mam go pod ręką napcham się wszystkim).
    Ja do postępów dojrzewam.....
    Pozdrawiam :)
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalio, koniecznie dawaj znać, jak Ci idzie! Rozkminiasz samą siebie - to cudowne :) Ja powiem szczerze byłam zaskoczona jak wiele we mnie czarnej, pesymistycznej mazi, jakim cudownym jestem masochistą itd. Z czasem jednak odkrywałam, że pod tym syfem siedzi naprawdę fajna osoba. Co śmieszne - inni to widzieli, mnie ten syf zaklejał oczy. Dzisiaj muszę powiedzieć, że kurczę, lubię się! Mam swoje wady, jak każdy, ale całą masę zalet i ciągle drzemie we mnie potencjał, który staram się wykorzystać.

      Jestem ciekawa, co Ty znajdziesz! Koniecznie sobie spisuj wszystkie pozytywne rzeczy, które odkryjesz!!! Od razu załóż zeszyt, bo na pewno jest tego cała masa :D

      M.

      Usuń
  3. Ooo, fajnie że inspiruję! Cieszę się.
    Z większością tez zgodziłabym się kilka miesięcy temu, to fakt. Teraz, w świetle badań o których czytałam, nie mogę tego zrobić, ale fakt jest taki: jak zwał tak zwał. Chodzi o to, być wolnym człowiekiem i żyć w Prawdzie.
    A w ogóle zabieram się właśnie za książkę poleconą mi przez czytelniczkę: "The biology of Desire. Why addiction is not a desire" - Marca Lewisa, a więc zobaczę co ten pan na to. Przeczytaj i podyskutujmy, co? Bo jest to temat ciekawy. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Aniu!

      Jak miło, że do mnie wpadłaś :) Jakbyśmy się we wszystkim zgadzały, byłoby nudno. Ja lubię polemizować, zwłaszcza z kimś, kto operuje konkretnymi argumentami. Chętnie poznam Twoje nowe odkrycia, jak trzeba będzie - przemyślę i zmienię zdanie lub pozostanę przy swoim. Wiesz, że doceniam robotę, jaką odwalasz, także będę Cię śledzić ;)

      Co do lektury - chętnie, chętnie! Choć jeszcze 4 tomiszcza mi tu leżą i jedno jest w drodze - teraz mam na tapecie ciążę (no cóż...), perfekcjonizm i oczywiście CBT. Ale wzbudziłaś moją ciekawość. Dziękuję! :*
      M.

      Usuń
  4. a ja jestem na pograniczu- bo zgadzam sie w polowie z jedna a w polowie z druga teoria.u mnie kompulsy nagle ni stad ni z owad wrocily po 17 latach, dlatego uwazam ze nie da sie z tego wyleczyc i ze jest to nalog

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie to jest nałóg. Z nawykami jest tak, że robi się pewne żeby automatycznie, bezrefleksyjnie. Za to nałóg to przymus, myślenie o czymś niemal cały czas i dążenie do zaspokojenia tej potrzeby za wszelką cenę. Potrafiłam pokłócić się z facetem tylko po to żeby szybciej wyszedł, a ja żebym mogła w końcu zjeść. Jakby to było nawykowe, nie odstawiałabym takich cyrków. Dlatego nie można uogólniać, bo u jednego ta sama czynność będzie nawykowa, a u innego to będzie czysty nałóg. Dlatego uważam że obie i Ty i Wilczoglodna macie rację, bo obie potraficie trafnie ocenić charakter WŁASNYCH zaburzeń.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...