czwartek, 19 maja 2016

7 najczęstszych przyczyn wystąpienia kompulsu


Problem napadowego objadania się nie pojawia się znikąd. To nie tak, że pewnego dnia budzisz się i czujesz, że jesteś z tej ciemnej strony mocy. Wystąpienie kompulsu jest wypadową kilku konkretnych czynników, które stają się idealną pożywką dla rozładowania napięcia w ten właśnie sposób.

1. Negatywne emocje

Znacie to? Wracacie do domu źli, nabuzowani albo przeciwnie – smutni i zniechęceni. Wszystko jest na nie, wszystko jest bez sensu. Rodzi się napięcie i chęć szybkiego rozładowania emocji.

Co może dostarczyć przyjemność? Co przytłumi przykre uczucia?

Jeśli nie mamy wsparcia ze strony innych, nie możemy się wyżalić, porozmawiać z kimś zaufanym – sięgniemy po jedzenie. Jedzenie przynosi chwilowe, złudne ukojenie. Ponieważ jest dla nas procesem automatycznym, pozwala na przytłumienie uczuć i wyłączenie myśli o problemach. Słodycz to pocieszenie, to spokój. To też rekompensata – zwłaszcza, gdy na co dzień narzucamy sobie pewne ograniczenia. W trudnych chwilach łatwiej przychodzi nam rozgrzeszenie („co za okropny świat, w takim dniu należą mi się chociaż słodycze”) i przesuwanie granic („tylko dzisiaj, naprawdę fatalnie się czuję”).

Niestety często sięganie po jedzenie w trudnych chwilach jest też odruchem wyćwiczonym w nas przez rodziców, którzy starając się szybko „pocieszyć” dziecko i oderwać jego myśli od smutnej czy stresującej sytuacji, podsuwają mu pod nos słodycze lub przekąski. Z czasem dziecko zaczyna utożsamiać jedzenie ze sposobem na radzenie sobie z negatywnymi emocjami.

2. Nuda

Rutyna. Brak pomysłu na siebie i swoje życie. Tumiwisizm. Lenistwo. I znowu napięcie. Tym razem wynikające jednak z brzęczącego w uszach słowa nuuuudaaaaa. Wiele ludzi nie planuje sobie rozkładu dnia, nie ma pomysłu na to, co ze sobą zrobić. Czytanie książek, nauka, spacery, rozwijanie umiejętności manualnych, odkrywanie nowych możliwości – nawet myślenie o tym jest męczące. Po co to komu? Lepiej kolejny dzień przesiedzieć na kanapie i narzekać, że nic się nie dzieje. Natury jednak nie da się tak łatwo oszukać, a człowiek musi działać. Skoro więc nic się nie dzieje, to trzeba jakoś zabić czas. Siedząc na kanapie łatwo sięgnąć po niezdrowe przekąski, kolejny batonik czy fastfoody z mikrofali. Jak to nic nie robię, przecież jem i myślę, co zjeść jeszcze!

3. Alkohol

Nie od dziś wiadomo, że alkohol oprócz tego, iż zawiera puste kalorie, wzmaga również apetyt. Bardzo często po jego spożyciu pojawia się nagła chęć przekąszenia czegoś. Dodatkowo miły szum w głowie rozluźnia podejście do wyznaczonych granic. Oj tam, co to jest taka jedna smaczna, żółciutka, uśmiechająca się do mnie fryteczka mniam mniam J Kilka paluszków, kilka garści słonych orzeszków. Miała być sałatka, ale w sumie bliżej do budki z kebabem. Ten jeden raz… Z drugiej strony u niektórych alkohol wywołuje również nieprzyjemne stany emocjonalne i poczucie przygnębienia. A stąd już niedaleko do kompulsu.

4. Samotność

Myślicie zatem, że siedzenie w domu będzie lepsze? Nic bardziej mylnego. Pamiętacie, co kompulsywne obżartuchy lubią najbardziej?

Święty spokój i brak towarzystwa. Wtedy nikt nie widzi i można niespiesznie (acz z błogim napięciem)  przygotować sobie wszystko to, co „najlepsze”.

Na pewno znacie zasadę, że w towarzystwie jemy mniej, ograniczamy się, podświadomie dostosowujemy się do reguł społecznych, które w naszym odczuciu nakazują i pochwalają umiar. Jeśli nikt nie widzi, zasady te nie obowiązują. Paradoksalnie więc wyjście z domu może zapobiec kompulsowi.

5. Dietetyczna wpadka

Podstawowym problemem kompulsywnego obżartucha jest to, że całe jego życie kręci się wokół wyglądu i wagi. Wbrew pozorom potrafi on zmobilizować się do długofalowej diety. Zwykle wtedy idzie na całość i przestaje działać racjonalnie. Gdy już jest na diecie – odstawia wszystko co zakazane. Nie ma wyjątków, nie ma półśrodków czy stopniowania – wszystko albo nic.

Żaden normalny człowiek długo tak nie wytrzyma, kompulsywnemu obżartuchowi również się nie udaje. Jednak on, gdy już dojdzie do dietetycznej wpadki, nie daje sobie rozgrzeszania. Pamiętacie? Wszystko albo nic. Skoro powinęła się noga, nadchodzi poczucie beznadziejności. „Znowu się nie udało, nigdy się nie uda, to wszystko jest bez sensu”. Czasami drobny grzeszek staje się kamyczkiem, który powoduje lawinę. Puszczają wszystkie hamulce. Zwykle ofiara wpada w tzw. ciąg kompulsowy. Następują dni, tygodnie, miesiące obżarstwa. Póki znowu nie przyjdzie dzień opamiętania i odstawienia wszystkiego…

Takim samym impulsem do ciągu kompulsowego może być dodatkowy kilogram, który pojawił się na wadze, komentarz na temat wyglądu danej osoby czy napięcie przedmiesiączkowe.

6. Porównywanie się z innymi

Kompulsywny obżartuch ma świetnie wyrobiony dar widzenia osób szczupłych. Wydaje mu się, że właściwie inne osoby nie istnieją – wszyscy są zgrabniejsi, lepiej zbudowani, chudsi, generalnie ładniejsi. Tu, w zależności od danej fobii, obżartuch widzi w szczególe same szczupłe nogi, płaskie brzuchy, ładne ramiona, piękne talie, jędrne pośladki, zgrabne łydki. „Dlaczego miliony, podkreślam miliony innych osób mogą tak wyglądać, mają to tak po prostu, ot sobie, a ja nie?!”.

Poczucie niesprawiedliwości i niska samoocena to jedna z najczęstszych przyczyn kompulsywnego jedzenia. „Nigdy nie będę tak wyglądać”. Skoro nie ma nadziei, nie ma co się starać, znowu trzeba szukać pocieszenia w najbliższym towarzyszu doli i niedoli – w jedzeniu.

7. Obsesyjne myślenie o jedzeniu

Im częściej sobie czegoś odmawiamy, tym częściej o tym myślimy. Zakazany owoc smakuje bowiem najlepiej. Pisałam o wpadce dietetycznej – ona może zdarzyć się wszędzie (urodziny koleżanki w pracy, wypad na piwo ze znajomymi, darmowa degustacja w sklepie itd.). Jednak kolejnym impulsem do pojawienia się napadu może być natarczywe, obsesyjne myślenie o danym produkcie.

Kompulsywny obżartuch jest na diecie, nieźle mu nawet idzie, zaczyna wręcz myśleć, że świat może istnieć bez babeczek i chipsów. Cieszy się z utraty kilku kilogramów, czuje przypływ energii. I nagle trach! Zobaczył w TV reklamę pizzy. Od teraz będzie go ona prześladować, czasami nawet w snach. Będzie twardy – „nie wolno i już!”, jednak po kilku dniach walki ze samym sobą, w końcu polegnie. Zwizualizowany kawałek pizzy, wyobrażony zapach i smak ciągnącego się, żółtego sera oraz szaleńczo pracujące ślinianki wygrają. 

Każdy człowiek ma od czasu do czasu zachcianki. Jednak typ zdrowy, zje dwa kawałki pizzy i będzie miał dość. Spuszczony z łańcucha kompulsywny obżarciuszek zje całą dużą pizzę i przez następne dni będzie raczył się kolejnymi.

A Wy jakie przyczyny dodalibyście do powyższej listy?

M.

1 komentarz:

  1. Matko, wszystkie przyczyny u mnie występują.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...